Incydent wyglądał jak scena rodem z filmu akcji, lecz nie miał nic wspólnego z przemysłem rozrywkowym. Siedem lat temu w Prusach pod Krakowem doszło do szokującej strzelaniny. Celem był dom Janusza K. pseudonim “Bokserek”. Mężczyzna związany z przestępczym półświatkiem już wcześniej padł ofiarą brutalnego pobicia, a jego los miał być jeszcze straszniejszy.

Strzelanina pod Krakowem. Dwie serie z karabinu maszynowego w stronę “Bokserka”
Do dramatycznych wydarzeń doszło 8 marca 2019 r., kilka minut po godzinie 14. Jak relacjonował portal tvn24.pl, który jako pierwszy poinformował o zdarzeniu, pod domem Janusza K. w Prusach pojawił się mężczyzna. Wywabił on “Bokserka” na zewnątrz, po czym otworzył ogień z karabinu maszynowego. Kule jakimś cudem ominęły gangstera, jednak uszkodziły elewację, szklane elementy budynku i drzwi wejściowe. Napastnik natychmiast zbiegł z miejsca zdarzenia.
To jednak nie był koniec horroru. Zaledwie kilka minut później, drogą obok posesji przejechał srebrny samochód, z którego oddano kolejną serię strzałów. Na szczęście ani Januszowi K., ani nikomu z jego bliskich nic się nie stało. Łącznie w stronę posesji znanego gangstera oddano kilkadziesiąt strzałów z broni maszynowej.
Kim jest Janusz K. “Bokserek”? To nie pierwszy zamach na jego życie
Janusz K. pseudonim “Bokserek” to postać doskonale znana organom ścigania. Mężczyzna ma na swoim koncie prawomocne wyroki, między innymi za rozboje i wymuszenia. O gangsterze zrobiło się głośno, gdy uzbrojony w maczetę, groził klientom jednego z lokali gastronomicznych w Krakowie. Strzelanina pod Krakowem to nie pierwszą próbą zamachu na jego życie.
Jak ujawnili reporterzy programu “Superwizjer TVN”, w 2016 r. bojówki pseudokibiców Wisły Kraków i Ruchu Chorzów miały zorganizować zasadzkę na “Bokserka” w Mysłowicach. Został on wówczas brutalnie zaatakowany przez grupę uzbrojoną w noże, maczety i młotki. W stanie ciężkim trafił do szpitala, jednak lekarzom udało się uratować mu życie. “Bokserek” miał ogromne szczęście, bo jego wrogowi szykowali dla niego straszny los.
Zgodnie z planem, mężczyzna miał zostać siłą wepchnięty do bagażnika samochodu, co miało uniemożliwić mu jakąkolwiek próbę ucieczki czy wezwania pomocy. Następnie pojazd miał odjechać do lasu. Wybór odludnego miejsca nie był przypadkowy – to właśnie tam miała rozegrać się główna część brutalnego odwetu. Celem kiboli nie było jedynie fizyczne skrzywdzenie gangstera, ale jego całkowite złamanie psychiczne i zniszczenie jego wizerunku w przestępczym świecie.
Tam, w leśnej głuszy, mieli obciąć mu jego charakterystyczne, długie włosy, a następnie dokonać na nim gwałtu. Napastnicy zamierzali nagrać całe zdarzenie telefonem komórkowym, a następnie opublikować film w internecie. W ten sposób upokorzenie „Bokserka” miało stać się publiczne, a nagranie miało być dowodem jego słabości i przestrogą dla innych.
Członkowie grupy Psycho Fans, która stała między innymi za atakiem na “Bokserka”, złożyli odwołania od wyroków wydanych w pierwszej instancji. Proces w drugiej instancji nie mógł ruszyć ze względu na… sytuację geopolityczną.
Proces odroczony przez wojnę na Bliskim Wschodzie
Sąd przychylił się do wniosku jednego z obrońców, który poprosił o odroczenie terminu rozprawy. Jak wynika z informacji przekazanych sądowi, adwokat nie mógł dotrzeć na proces, ponieważ utknął w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Powodem miało być zamknięcie przestrzeni powietrznej nad Bliskim Wschodem.
Co ciekawe, do wniosku obrony przychylił się również prokurator Piotr Żak. Jak poinformował, zastępował on oskarżyciela prowadzącego sprawę, który… również utknął za granicą, a konkretnie w Hongkongu. Wobec tak kuriozalnej sytuacji sąd nie miał wyboru i musiał przełożyć start procesu. Nowy termin wyznaczono na 10 marca.
Sąd nie był jednak wyrozumiały dla wszystkich nieobecnych. Na rozprawę nie stawiło się także czterech innych obrońców. W ich przypadku sędzia uznał nieobecność za nieusprawiedliwioną i nałożył na prawników kary pieniężne, podkreślając, że ich obecność na sali była obowiązkowa.