
Mija siedem tygodni od tajemniczego zaginięcia profesora Politechniki Warszawskiej, dra Sylwestra Gładysia. Szukając ojca, jego córka Beata znalazła inne ciało. O jego odkryciu media poinformowały w poniedziałek 13 kwietnia. “Dla jakiejś rodziny zakończy się dziś koszmar niepewności. I choć serce mi pękło, że to zapewne nie On, wiem, że komuś pomogłam” — napisała w mediach społecznościowych pani Beata.
“Dziś nad Wisłą znalazłam ciało. To prawdopodobnie nie był mój Tata. My raczej wiemy, że to nie on, ale czekamy na potwierdzenie od policji. (…) Moja siostra Gosia wysłała mnie dziś na trasę w okolicach Nowodworów, przy przystani promu Dudek. Michał — jeden z niezwykłych wolontariuszy, który pomaga nam jako część ekipy Daniela Dymińskiego — zasugerował, żeby tam też rozwiesić plakaty. Idąc brzegiem i obserwując wodę, natknęłam się na ciało” — opowiedziała we wpisie córka zaginionego naukowca.
Warszawa. Zaginięcie profesora Sylwestra Gładysia. Córka znalazła ciało
Pani Beata napisała, że to osoba młodsza od jej taty, z dłuższymi ciemnymi włosami. Kobieta wezwała na miejsce policję. Pojawił się tam również prokurator.
To doświadczenie tylko utwierdza mnie w jednym — obserwowanie brzegów ma sens. Jeśli możecie nam pomóc, proszę — dołączcie do spacerów nad Wisłą. Patrzcie uważnie. Może dzięki temu znajdziemy też Tatę. Wczoraj Wisłą płynął duży statek — poruszył dno rzeki. To mogło sprawić, że ciało, które dziś znalazłam, wypłynęło na powierzchnię. Dziękuję Michałowi, Gosi i Danielowi. Dziś komuś razem pomogliśmy
— dodała pani Beata.
“Czekałam z tym ciałem 55 minut na policję. Bałam się podejść za blisko, ale nie chciałam od niego odejść. Jeśli jakaś rodzina osoby zaginionej o długich ciemnych włosach chciałaby ze mną porozmawiać, mogę podać trochę więcej szczegółów” — zakończyła wpis córka Sylwestra Gładysia.
71-letni Sylwester Gładyś pracował na wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej. Zaginął 24 lutego, kiedy wyszedł ze swojego mieszkania przy ul. Encyklopedycznej w Warszawie. Wiadomo, że wyrzucił śmieci, a następnie skierował się do Parku Młocińskiego. Mężczyzna nie miał przy sobie leków, które musi zażywać. Jego córki od kilku tygodni prowadzą poszukiwania taty. Za najbardziej prawdopodobną hipotezę przyjęły, że mężczyzna wpadł do Wisły i utonął. Nagrania z monitoringu nie pokazują bowiem, by opuścił on park, a tam go nie znaleziono.