
Rodzice Wiktorii od początku podejrzewali, że Aleksander może mieć związek ze śmiercią ich córki. Przez rok mijali go we wsi i nie dał po sobie poznać, że to on jest sprawcą. Kiedy zatrzymała go policja, pękł. Miał się przyznać do zamordowania koleżanki.
Wiktoria była ładną szatynką. Wyglądała dojrzale, jak na swój wiek. Wesoła nastolatka była lubiana przez rówieśników. Olkowi miała się podobać. Ona natomiast była zakochana w innym chłopaku. Nie interesował ją o rok starszy kolega z tej samej wsi. Czy to możliwe, że sympatia do niej oraz niespełniona miłość popchnęły Aleksandra do szokującego czynu?
Niespełniona miłość popchnęła 14-latka do zbrodni?
13-latka spod Lwówka wyszła z domu 3 marca 2025 r. po południu. Miała pójść na spotkanie z kolegą. Do domu już nie wróciła. Rozpoczęły się poszukiwania. Następnego dnia zwłoki dziewczynki znaleziono w leśnym zagajniku, zaledwie kilkaset metrów od zabudowań w rodzinnej wsi. Miejscowa młodzież często przychodziła nad jezioro. Tam Wiktoria miała spotkać się ze swoim kolegą. Chodzili do tej samej szkoły i znali się od dziecka. Nie spodziewała się, że to spotkanie może zakończyć się tragicznie, bo kolega chciał się tylko pochwalić nowym e-papierosem.
Wstępne ustalenia mówiły o samobójstwie. Ale ciało Wiktorii było brudne od ziemi oraz liści, tak jakby ktoś ją ciągnął. Zwłoki były powieszone na drzewie. Znaleziono je w nienaturalnej pozycji. Rodzina od razu podejrzewała, że do śmierci dziewczynki ktoś się przyczynił. Zapewniali śledczych, że 13-latka nie miała powodów, by targnąć się na swoje życie.
Policyjne śledztwo trwało wiele miesięcy. W styczniu 2026 r. policjanci przeszukali mieszkanie rodziców Aleksandra S. Wtedy właśnie mieli znaleźć telefony należące do ich synów, których nie oddano policji, a w nich dowody winy nastolatka. Chłopiec został zatrzymany 24 marca. Był przesłuchiwany w obecności matki i psychologa. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, przyznał się do zabicia Wiktorii i upozorowania jej samobójstwa.
Szokująca zbrodnia pod Lwówkiem. Dziecko zabiło dziecko?
Policjanci nie mają wątpliwości, jaki był przebieg zdarzenia.
— To nie było samobójstwo, tylko zabójstwo i upozorowanie samobójstwa
— mówi z przekonaniem mł. insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji. Przyznał, że w swojej 30-letniej karierze nie spotkał się z równie szokującą zbrodnią. 15-letni dzisiaj Aleksander trafił do ośrodka wychowawczego. Do sądu rodzinnego w Nowym Tomyślu trafiły natomiast akta jego sprawy i to on zadecyduje o dalszym losie chłopca.
Jak dowiedział się “Fakt”, Aleksander był miejscowym łobuziakiem, a jednak mieszkańcom nie mieści się w głowie, że mógł dokonać tak potwornej i cynicznej zbrodni.
— Nie sprawiał wrażenia złego dziecka, tylko zaniedbanego
— mówi nam jeden z mieszkańców. Wiele osób, zastanawia się, czy mógł sam dokonać takiego czynu. — To kawał chłopa, ale jednak, żeby zrobić coś takiego, to trzeba mieć dużo siły i zimnej krwi — dodaje mieszkaniec wsi.