
W rodzinie Tomasza Komendy po raz kolejny doszło do tragedii, która wstrząsnęła całą Polską. Po odkryciu zmumifikowanych zwłok jego matki chrzestnej, głos zabrali sąsiedzi zmarłej kobiety.
Tragiczny los Tomasza Komendy
Historia Tomasza Komendy zszokowała miliony Polaków. Młody mężczyzna miał zaledwie 23 lata, kiedy to został niesłusznie skazany za zgwałcenie i zabójstwo 15-letniej dziewczyny. Pomimo braku niezbitych dowodów i wielu wątpliwości, niewinny Komenda spędził w więzieniu aż 18 lat. Po tym czasie w końcu wyszedł na wolność – w 2018 roku Sąd Najwyższy w końcu uniewinnił Tomasza Komendę. Niestety, okazało się, że nie była to historia z happy endem.
Sprawa szybko zdominowała polskie media, rozpoczynając jednocześnie wielką debatę o polskim systemie sądownictwa. Już dwa lata po jego wyjściu na wolność, swoją premierę miał film o historii Komendy, który został nazwany „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy” i okazał się wielkim hitem. Niestety, choć początkowo wszystko wydawało się iść ku lepszemu, życie go nie oszczędzało. Wkrótce media poinformowały o jego konflikcie z rodziną oraz chorobie.
Zobacz więcej: Tylko u nas! Komorowski krytykuje weto SAFE przez Nawrockiego – „NIE MOŻNA SIĘ CZUĆ BEZPIECZNIE”
Szokująca śmierć matki chrzestnej Tomasza Komendy
Tomasz Komenda zmarł po sześciu latach od wyjścia z więzienia. Tragiczne wieści obiegły Polskę 21 lutego 2024 roku – zmarły miał zaledwie 46 lat. Powodem jego śmierci był ciężki nowotwór płuc. W ostatnich dniach jego rodziną wstrząsnęła jednak kolejna tragedia.
Jego matka chrzestna, Stanisława nie była widziana przez nikogo od grudnia 2023 roku. Kilka miesięcy z kobietą nie było żadnego kontaktu, choć z mieszkania po pewnym czasie zaczął się unosić straszny odór.
To był chyba maj 2024 roku, jak pierwszy raz powiedzieliśmy administratorce budynku, że nas martwi, co się stało z panią Stanisławą. Potem jeszcze kilka razy prosiliśmy, żeby sprawdzili jej mieszkanie, a może wezwali straż pożarną, bo robactwo nam już krążyło po klatce, mówiliśmy, że stamtąd idzie. Usłyszeliśmy od administracji, że jak będzie niesłuszne wezwanie, to jeszcze nas obciążą kosztami, i czy wiemy, ile taka akcja kosztuje – mówiła sąsiadka w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
Syn kobiety oficjalnie zgłosił zaginięcie kobiety dopiero 8 maja 2025 roku. W grudniu zeszłego roku pracownicy firmy sprzątającej odkryli jej zmumifikowane ciało kobiety ukryte w łazience.
W pewnym momencie, było chyba koło 14, usłyszałam, że tam jakaś panika. Wybiegli na podwórko, jeden się na ławce bujał, drugi koło śmietnika ubrania ściągał. Pomyślałam najpierw, że oblazło ich robactwo. Zaraz przyjechało pogotowie i policja. I już wiedziałam, że mieliśmy rację z panią Stanisławą – opowiadała sąsiadka.
Sprawa szybko zaczęła budzić powszechne oburzenie i budząc pytania – czy sąsiedzi nie mogli wcześniej zainteresować się zniknięciem sąsiadki?
Zobacz więcej: Ceniony polski pisarz choruje na nowotwór. Miał nietypowe objawy. „Myślałem, że to pomyłka”
Szokujące doniesienia ws. śmierci matki chrzestnej Tomasza Komendy
Pani Stanisława raczej stroniła od towarzystwa i nie rozmawiała ze swoimi sąsiadami, co potwierdzili w wywiadzie dla WP. Według jednego z nich, nie było powodów do zainteresowania się jej zniknięciem.
Faktycznie, taka sytuacja miała miejsce. Mieszkam tu, a sam o tym nie wiedziałem. Może z dwa tygodnie temu to ujrzało światło dzienne. Nikt nic nie czuł, nie było żadnego smrodu czy coś – powiedział jeden z sąsiadów.
Sąsiadka mieszkająca tuż obok zmarłej, zaniepokojona zapachem jako pierwsza powiadomiła Zarząd Zasobu Komunalnego.
Mieszkamy ściana w ścianę, więc było czuć jakiś tam smród. Do tego zaczęło łazić pełno robaków z tego mieszkania, głównie prusaków. Sąsiedzi z góry czy z dołu mówili, że nic nie czują – mówiła.
Mieszkanie zostało otwarte w marcu 2025, jednak nikt nie sprawdził łazienki. Obecnie jest zaplombowane i nie można do niego wejść.
Powiedzieli nam, że smród z ciała to się utrzymuje pierwsze pół roku. Potem już nic nie czuć. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest, że syn Stanisławy nawet nie wszedł do łazienki, żeby sprawdzić, czy tam nie ma ciała. To pracownicy administracji odkryli je później – mówi sąsiadka.