
Zaginęła 20 października 2018 r. Piękna, radosna, towarzyska, pełna życia. Paulina Dynkowska (†28 l.) została brutalnie zamordowana przez Mamukę K. (47 l.), pracownika budowlanego z Gruzji, który zwabił kobietę do hostelu, w którym mieszkał w Łodzi. Po niemal ośmiu latach od zbrodni 13 kwietnia znów zajmuje się nią sąd i nie ma prawomocnego wyroku dla sprawcy.
Plakaty ze zdjęciem młodej kobiety były w każdym miejscu w Łodzi. Nie wróciła do domu z imprezy ze znajomymi, nie odezwała się do najbliższych. To było do niej niepodobne, rodzina natychmiast rozpoczęła poszukiwania.
Niestety, kiedy szukali Pauliny, ona już nie żyła. Jak ustalili śledczy, została zamordowana rankiem 20 października 2018 r. przez mężczyznę, który przyczepił się do niej, kiedy wracała do domu. Szedł za nią, zarejestrowały ich kamery miejskiego monitoringu. Przed tragedią bawił się w dyskotece w Łodzi, gdzie upatrzył sobie Paulinę. Nie wiadomo, dlaczego poszła z nim do hostelu, w którym mieszkali także inni robotnicy zza wschodniej granicy. Została tam dotkliwie pobita i pozbawiona życia.
Sprzątnął, zapakował zwłoki kobiety do torby i uciekł
Jak wynika z zebranych dowodów, oskarżony uprzątnął miejsce zbrodni, owinął ciało kobiety w folię i włożył do turystycznej torby tego samego dnia, około godz. 18.00. Zamówił taksówkę i porzucił zwłoki Pauliny Dynkowskiej na obrzeżach Łodzi. Następnie przemieścił się na Dworzec Kaliski, skąd autokarem dostał się do Warszawy na Dworzec Zachodni. Spotkał się ze znajomymi, stamtąd wszyscy busem pojechali do Ukrainy. Granicę Polski przekroczył 21 października 2018 r., przed godziną 10:00.
Śledczy w tym czasie, m.in. na podstawie zapisu monitoringu i zeznania świadków, skrupulatnie odtworzyli ostatnią drogę Pauliny Dynkowskiej, zebrali liczne ślady, a w kontenerze na odpady w pobliżu hostelu znaleźli także dywan i zakrwawione części jej garderoby. Ciało ofiary odnaleziono sześć dni po zaginięciu, 26 października 2018 r. 1 listopada 2018 r. w Kijowie zatrzymano Mamukę K. Do Polski przetransportowano go 4 czerwca 2019 r. Jeszcze przed orzeczeniem sądu o ekstradycji pociął sobie rękę i brzuch, ale nie uniknął przewiezienia do naszego kraju i odpowiedzialności za zbrodnię. Wziął udział w wizji lokalnej, został zbadany przez biegłych. Okazało się, że był poczytalny w chwili zabójstwa.
Rodzina Pauliny do dziś nie zaznała spokoju
Gruzin trafił przed sąd. Został skazany początkowo na 25 lat więzienia, potem — w wyniku apelacji obu stron — na dożywocie. W wyniku kasacji Sąd Najwyższy uchylił karę dożywocia i sprawa znów wróciła na wokandę do Sądu Apelacyjnego.
To niewyobrażalnie trudne dla rodziny Pauliny Dynkowskiej. Jej mama Małgorzata i brat Łukasz, którzy są oskarżycielami posiłkowymi w sprawie, wciąż muszą wracać do przerażających zdarzeń, bez możliwości przeżycia żałoby we właściwym dla siebie czasie.
Stracili najbliższą, ukochaną osobę i nie mogą wciąż doprowadzić do tego, by sprawca krzywdy wyrządzonej nie tylko młodej kobiecie, ale i całej rodzinie, poniósł karę adekwatną do tego, co zrobił. Dla rodziny jest ona tylko jedna — dożywocie.
Sprawą morderstwa ponowie zajmuje się sąd
Sąd Najwyższy nie był jednak pewien co do poprawności wydanego wyroku. Dlatego uznano, że Sąd Apelacyjny raz jeszcze musi przeanalizować słuszność kary dożywocia.
Sąd będzie analizował aktualne opinie o skazanym, o tym, jak odbywa karę, i wszystkie przesłanki związane z okolicznościami łagodzącymi lub obciążającymi. Takiej analizy miało brakować w poprzednim wyroku. Rozstrzygające będą opinie biegłych.
Obecny wyrok będzie prawomocny. Najpewniej żadnej kolejnej kasacji nie będzie
— komentuje w rozmowie z dziennikarzami adwokat Jarosław Masłowski, obrońca oskarżonego Mamuki K.
Jak donosi obecna w sądzie reporterka “Faktu”, oskarżony przebywający na sali rozpraw ma obojętną minę.
Rozprawa została utajniona, to oznacza, że dziennikarze nie mogli w niej uczestniczyć. Prawomocny wyrok zostanie ogłoszony w piątek, 17 kwietnia, o godz. 12.30.