Hanser jest cieniem dawnej siebie. Cian, człowiek, którego los spleciony został z jej życiem, otarł się o śmierć. Choć przeżył, w jego oczach pozostał chłód i milczące oskarżenie. Dla Hanser brak
przebaczenia stał się najcięższym wyrokiem.

Ertu próbuje wyrwać ją z rozpaczy i nalega, aby spotkała się z Cianem. Wierzy, że tylko rozmowa może uratować ich oboje przed ostatecznym rozpadem. Jednak Hanser odrzuca tę szansę. Nie dlatego, że
przestała kochać, lecz dlatego, że boi się spojrzeć mu w oczy i usłyszeć koniec wypowiedziany na głos.
Deria patrzy, jak jej przyjaciółka każdego dnia coraz bardziej zamyka się w sobie. Hanser nie je, nie śpi, nie potrafi uwolnić się od poczucia winy. Wierzy, że zasługuje na cierpienie i samotność.
Ertu mówi jej, że człowiek nie może karać samego siebie bez końca. Że skrucha nie polega na niszczeniu własnego życia, lecz na odwadze, by stanąć twarzą w twarz z prawdą. Ale Hanser nie potrafi zrobić
kroku. Strach przed odrzuceniem jest silniejszy niż nadzieja.
Między nią a Cianem wyrósł mur — zbudowany z bólu, milczenia i niewypowiedzianych słów. Oboje cierpią, oboje czekają, aż druga osoba zrobi pierwszy krok. A czas płynie.
Kiedy Ertu odchodzi, zostawia Hanser z jednym zdaniem:
„Jeśli pewnego dnia zrozumiesz, że milczenie nikogo nie ocala, nie czekaj, aż będzie za późno.”
Te słowa pozostają z nią długo po jego wyjściu. I choć tej nocy Hanser nie podjęła decyzji, w jej sercu pojawił się cień czegoś, czego od dawna już nie czuła — cień nadziei.