
Konstrukcja hal jest całkowicie spalona, a nad nimi unoszą się kłęby jasnego dymu — opisuje nasz reporter, który jest na miejscu ogromnego pożaru w miejscowości Bramki na Mazowszu. Ogień strawił kompleks suszarni warzyw należących do lokalnego zakładu przetwórstwa. Przez całą noc z żywiołem walczyło około 250 strażaków. — Jeden z nich jest ranny, ma uszkodzoną nogę — mówi “Faktowi” mł. kpt. Damian Dolniak z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w powiecie warszawskim zachodnim.
W nocy z poniedziałku na wtorek 21 kwietnia doszło do poważnego pożaru w miejscowości Bramki na Mazowszu. Pierwsze informacje o tragedii pojawiły się chwilę przed godz. 24.
Ze względu na dużą skalę pożaru na miejsce skierowano jednostki Państwowej i Ochotniczej Straży Pożarnej z powiatu warszawskiego zachodniego, a także wsparcie z powiatów grodziskiego, pruszkowskiego oraz z Warszawy. Łącznie na miejscu pracowało ponad 50 zastępów straży pożarnej, czyli około 250 strażaków.
Bramki: ogromny pożar hal suszarni warzyw
Jak informuje mł. kpt. Damian Dolniak, spaliły się dwie hale oraz zaplecze biurowo-socjalne. W sumie 15 tys. m kw. powierzchni.
Konieczna była ewakuacja 19 pracowników, którzy mieszkali w pobliskim hostelu. Zostali oni przeniesieni do lokalnej szkoły. — Podczas akcji została ranna jedna osoba. Jest to strażak, który doznał urazu kończyny dolnej. Został przetransportowany do szpitala karetką — mówi nam mł. kpt. Dolniak.
Przeprowadzone specjalistyczne pomiary nie wykazały obecności niebezpiecznych substancji w powietrzu. — Dlatego mieszkańcy nie muszą obawiać się zatrucia i mogą swobodnie otwierać okna — uspokaja Damian Dolniak.
W tej chwili na miejscu pracuje specjalistyczny robot, który przeczesuje pogorzelisko, natomiast ciężki sprzęt rozbiera konstrukcję.
— Z 50 wozów strażackich działa teraz 10, a policja odgrodziła część obiektu. Na miejscu pojawił się właściciel zakładu oraz jego rodzina — informuje nasz reporter Jakub Szyda.