
Tomasz Sz. miał wykorzystywać nadzieję ciężko chorych kobiet, oferując im kosztowne “terapie” bez żadnych podstaw medycznych. Wynajmował urządzenie, które — jak przekonywał — usuwa pasożyty i grzyby. — To jest oszust i kłamca. Kazał mojej żonie zaprzestać leczenia, wmawiał, że nie ma nowotworu. Kazał jej się naświetlać tą lampą przez trzy miesiące, a drugiej kobiecie prawie rok. Obie nie żyją — mówi dla Faktu pan Władysław.
Sprawa wróciła na wokandę — w Sądzie Okręgowy w Katowicach w poniedziałek miał zapaść wyrok w procesie apelacyjnym. Jednak z powodu alarmu ewakuowano sąd. W pierwszej instancji mężczyzna został skazany na rok więzienia w zawieszeniu oraz zakaz wykonywania działalności. Prokuratura domaga się zaostrzenia kary, obrona — uniewinnienia.
Naturopaty przed sądem. Tomasz Sz. niedługo usłyszy wyrok po apelacji
Śledztwo ruszyło dzięki zawiadomieniu Władysława K., męża Urszuli K — dowiedział się “Fakt”. To wtedy śledczy połączyli sprawy dwóch kobiet. Według ustaleń, Tomasz Sz. miał podważać diagnozy onkologiczne i przekonywać pacjentki, że zamiast raka mają pasożyty lub inne schorzenia.
Karolinie G. miał wmówić, że nie choruje na raka piersi, a jej organizm “atakują patogeny”. Gdy stan kobiety się pogarszał, zalecał kolejne absurdalne działania, m.in. zakup laktatora. Podobnie w przypadku Urszuli K. — miał twierdzić, że to nie rak trzustki, lecz COVID-19, przez co kobieta straciła czas na leczenie.
“To oszust i kłamca”. Mąż ofiary grzmi po śmierci żony
W poniedziałek emocji nie brakowało, choć samego oskarżonego nie było w sądzie — reprezentowała go adwokat. Bliscy ofiar nie kryją rozgoryczenia. — Może się bał ogłoszenia wyroku. Chociaż ja już mało wierzę, że będzie sprawiedliwość — mówił Władysław w rozmowie z “Faktem”.
Mężczyzna nie szczędził ostrych słów: “to jest oszust i kłamca. Kazał mojej żonie zaprzestać leczenia, wmawiał, że nie ma nowotworu”. — Kazał jej się naświetlać tą lampą przez trzy miesiące, a drugiej kobiecie prawie rok. Obie nie żyją — podkreślał.
Prokuratura uważa, że działania oskarżonego doprowadziły do przerwania leczenia i śmierci pacjentek. Domaga się kary trzech lat więzienia i uznania czynu za nieumyślne spowodowanie śmierci. Obrona utrzymuje natomiast, że Tomasz Sz. nie działał z zamiarem oszustwa i wierzył w swoje metody. Wyrok w sprawie ma zapaść wkrótce.